Posty

56. Powrót do rzeczywistości

Dedykacja dla Mii~chan... W Dobie Village wszystko się ustatkowało. Trwała odbudowa zniszczonych podczas walki z Soul'em dzielnic, szpitale powoli się opróżniają, a ranni wracają do swoich siedzib. Nawet dzwonki wyroczni odezwały się ogłaszając radosną nowinę – początek III Rundy Wielkiego Turnieju Szamanów! Tylko jedna rzecz zupełnie odbiegała od normalności... - Nya~~! - Mimo iż od wyprawy Ayi do Kinhon minęło już kilka dni jej stan się nie poprawił. Zachowywała się jak dziecko, które dopiero poznaje świat. Cięgle trzeba się było nią opiekować żeby nie oparzyła się gorącą herbatą, albo nie skaleczyła jakimś ostrym przedmiotem. Do tego miała energii jak za dziesięciu. Prawie nie spała, za to jadła podwójnie. Na zegarku była piąta czternaście, a młoda Morri już zrobiła wszystkim poranną pobudkę.  - Ona jest gorsza niż Anna... - Jęknął Hao wstając z posłania. Jako że wszyscy byli zajęci treningami, no i oczywiście z racji tego, iż błękitnooka to dziewczyna Asakury, opieka nad ...

55. Kinhon

Hao otworzył oczy. Za oknem świtało i pierwsze blade promienie słońca padały na jego zaspaną twarz. Usiadł na posłaniu, po czym przeciągnął się. Jego kości skrzypnęły jakby miał co najmniej osiemdziesiąt lat. Starość nie radość... Uśmiechnął się niepewnie. Wstał z tatami i podszedł do szafy. Wyciągnął pierwsze lepsze ubranie w postaci dżinsów, bluzki z krótkim rękawem oraz bluzy. Nałożył je na siebie. Skierował się ku drzwiom. Jakież było jego zdziwienie, kiedy klamka poruszyła się, mimo iż szatyn nie dotknął owego przedmiotu. Drzwi nagle otworzyły się uderzając Bogu Ducha winnego Asakurę w czoło. Szaman jęknął żałośnie. - Przepraszam! - Osoba, która była sprawcą bólu czarnookiego przysunęła się do niego. - Aya! - Krzyknął. Całkowicie zapominając o pulsującym czole, mocno objął brunetkę. Tak dawno nie trzymał jej w ramionach. - Tak tęskniłem... - Ja też Hao. - Uśmiechnęła się smutno, po czym odwzajemniła uścisk. Było to dość trudne, ponieważ ręce Asakury oplatały ją bardzo mocno. Młoda...

54. Co dwie dusze to nie jedna!

- To jest... - Zaczął Horo. - Przerażające... - Dokończył Joco. Przed nimi rozciągał się widok zniewolonych łańcuchami duchów, w tym jednego wywyższającego się ponad wszystkie. Ogromny Duch Ognia, jaki ział swoim żywiołem na wszystkie strony. Inni „umarli” też nie próżnowali, strasząc i atakując szamanów. Opętywały ludzi i w ciałach prowadziły walki. Do tego palące się domy...  Temu wszystkiemu dumnie przypatrywał się Soul, który siedział na ramieniu Ognistego Ducha.  - Widzę że nie próżnuje. - Shi uśmiechnęła się. Zaintrygował ją czerwonowłosy demon. Nie myślała, ze jest aż tak silny. Widocznie się pomyliła.  Hao zacisnął mocno zęby. Jego stróż... Jest tak potwornie wykorzystywany! W tej chwili nienawidził wszystkich demonów. Z całego serca...  - Hao... - Długowłosy poczuł ciepłą dłoń brata na ramieniu. Jednak w tej chwili nawet bliźniak starszego Asakury nie był w stanie go pocieszyć. - Idźcie gasić pożar i pomagać innym! - Shi rozkazała reszcie. - Pomo...